|
G
O
L
D
E
N
Y |
 |
Temat psów - to temat morze... Tak jest i w tym przypadku i pisać można wiele i o niczym. Psy w moim domu były od zawsze.
Wśród psów upłynęło całe moje dzieciństwo oraz wczesne lata młodzieńcze. Wtedy znałam tylko kilka ras psów, ale żadna nie była dla mnie wyznacznikiem kwintesencji i piękna.
Pierwszy raz zobaczyłam Golden Retrievera na szkoleniu w roku 1987. Niestety nie było mowy o nowym psie w domu i przez wiele, wiele lat było to moje marzenie.
Piękny złoty retriever biegał za piłką jak oszalały zaczepiając w wolnej chwili grupę niepełnosprawnych dzieci - były podziwiać poczynania młodych psiaków na ringu posłuszeństwa. I zaczęło się... To było jak choroba. Jak nieuleczalna choroba z jedynym lekarstwem - golden!
Stare psy powoli odchodziły i zostawała coraz większa pustka. W pewnej chwili zostałam sama ze swoimi marzeniami. Życie ma to do siebie, że płynie nie zwracając uwagi na nasze słabości i smutki... Dostosujesz albo zostajesz w tyle. Tak jak i ja świat się zmienił, zmieniły się potrzeby, ale nie zmienił się pogląd na temat psa - konkretnie goldena. Jednak teraz moje marzenie mogło się urzeczywistnić. Nie było łatwo znaleźć kogoś, kto miał szczeniaki tej właśnie rasy. Nie chodziło tu o linię, ale konkretnie o suczkę!
|
| |
Różnie się życie układa. Raz jest lepiej, innym razem gorzej.
Wytrwałość zaowocowała goldenką o imieniu Tosia - bialutka jak mleko... Z czarnym noskiem i oczami... I mieściła się w dwóch dłoniach. Co to była za radość! Nie ważne było, że suczka jest biała a nie jak ta wymarzona złota, ale była! Niestety drogi moja i małej Tosi dość szybko się rozeszły i znów byłam w punkcie wyjścia - szukałam szczeniaka. Po wielu miesiącach poszukiwań miałam suczkę kremową - oczywiście na imię miała Tosia.
I tu można się zatrzymać i powiedzieć - wpadłam.
Jakiś czas później miałam kolejnego Goldena - przeciwieństwo tego pierwszego soczyście złotą Maszę (Republikę Complement). Później był czas wystaw i szaleństw kynologicznych, uprawnienia hodowlane i pierwsze maluchy pod własnym przydomkiem hodowlanym Work of Art FCI.
Przez nasz dom przewinęło się wiele psów tej rasy - czasami na krócej, a czasami na dłużej - wniosły swój wkład w powiększającą się rodzinę. Była Tosia, Boy, Alek, Sailor, Erica, Eryk, Gama, Biba, Gruba czy Sonia - jedne mieszkają w innych domach ze swoja rodziną a innych po prostu już nie ma...
W hodowli pojawiły się dwa mioty jamników szorstkowłosych miniaturowych - mały epizod w życiu hodowlanym. Teraz z nami mieszkają dwie suczki Australian Silky Terrier Pola i jej młodsza siostra Suri.
Tak naprawdę są to przyjaciele mojej córki Oli - idealne wyposażenie łóżka...
Nie ważne jest, ile ich jest, tylko jakie są. Wszystkie nasze suki mają doskonały charakter, są spokojne i wspaniałe, może to dziwne ale ufam im. Żyją z nami, a nie obok nas. To one tworzą naszą rodzinę.
Na wakacje jeździmy razem i tylko tam gdzie możemy być razem. Nie są materiałem zarobkowym, ale przyjaciółmi. Nie w kojcu - takiego nie mamy, ale z nami. Może ich być tyle, ile da się zabrać na smyczy na spacer, tak by się dało dojść do toalety, do kuchni, do łóżka.
W domu nie mają swoich ustalonych miejsc, zawsze są tam gdzie jestem ja.
Są świetnymi partnerami na spacerze, w domu pod nogami - tak jak teraz, gdy piszę.
Mają doskonały charakter i nieocenioną duszę.
Delikatny nos w chwilach zwątpienia.
Są radością życia mojego i mojego domu, miłością i oddaniem, jakiej nie jest w stanie dać nikt.
Są bezinteresowne, kochają, dlatego, że takie są. Są po prostu wspaniałe!
To są po prostu GOLDEN RETRIEVERY.
Może jest wiele różnych ras o podobnym temperamencie, stylu bycia, charakterze, jednak to one są moją miłością...
|
| |
Życzę każdemu przyszłemu właścicielowi by jego pupil wypełnił dom zdrową radością, miłością i przywiązaniem. By dom był azylem dla ludzi i zwierząt, miejscem do którego się chętnie wraca. By między człowiekiem a psem zaistniała prawdziwa przyjaźń i miłość.
Moje psiaki są dla mnie moją pasją kynologiczną, moją nadzieją na lepsze jutro i innych ludzi...
Izabela
|
 |
|